Kongregacja Oratorium - Sanktuarium Świętogórskie
O witaj Rodzicielko białego jak śnieg Kwiatu,
Panienko, słodka Ozdobo,
Chwało moja najwznioślejsza"

 

 

Historia życia Wawrzyńca Kuśniaka wydaje się być zwyczajna. Nie ma w niej nic, co by zmuszało do olśniewającego zachwytu. A jednak jest on człowiekiem, który wywarł potężny wpływ na ludzi, pośród których przyszło mu żyć. Po latach rozgłosu i zainteresowania, pamięć o nim, podtrzymywana jedynie w klasztorze świętogórskim, trochę wygasła. Niewątpliwie jednak zasługuje na odnowienie tej pamięci, chociażby przez fakt zrealizowanych w swoim życiu wartości uniwersalnych, takich jak: dobroć, życzliwość czy wrażliwość na ludzkie sprawy.

Kim był ten człowiek - kapłan, którego ciało dobrze zachowane, spoczywa w podziemiach świętogórskiej Bazyliki? Głównym źródłem informacji o życiu ks. Wawrzyńca Kuśniaka jest Pamiątka Jubileuszu Dwuchsetletniego Zgromadzenia XX. Filipinów na Górze Świętej Gostyńskiej, w której znajduje się pierwsze spisane świadectwo o Słudze Bożym. Jest to dzieło o tyle cenne, że odwołuje się do bezpośrednich świadków życia ks. Kuśniaka i głównie na jego podstawie powstało to opracowanie, które ma uczynić postać skromnego gostyniaka z Czarnkowa, bardziej znajomą.

Szukając drogi

Wawrzyniec Kuśniak urodził się 1 sierpnia 1788 r. w Czarnkowie n. Notecią. Od dzieciństwa myślał o tym, żeby zostać księdzem. Nim jednak to pragnienie się spełniło, była jeszcze przed nim długa droga. W drugiej klasie gimnazjum, umarł jego ojciec Józef, ubogi rybak. Z powodów finansowych musiał opuścić szkołę w Wałczu. Szesnastoletni Wawrzyniec do domu rodzinnego nie wrócił, aby nie komplikować i tak trudnej sytuacji rodzinnej. Podjął się pracy stróża dworskiego, dokładnie psiarni dworskiej w Wojciechowicach k. Jarocina, a w roku 1808 na dworze Bińkowskiego w Mchach k. Śremu został pisarzem gospodarskim i ekonomem.

Kuśniak do Kongregacji Oratorium św. Filipa Neri na Świętej Górze wstąpił w 1811 r. dzięki ówczesnemu superiorowi ks. Kacprowi Szpetkowskiemu, którego poznał w Mchach. Rozpoczynając życie klasztorne 23-letni Wawrzyniec uniknął wieloletniej służby wojskowej w pruskiej armii. W klasztorze uzupełnił wykształcenie, a następnie w 1813 r. został wysłany na studia teologiczne do Poznania. Upragnione święcenia kapłańskie przyjął w Lendzie 14 stycznia 1816 r. z rąk biskupa Antoniego Raczyńskiego. Po powrocie na Świętą Górę, powierzono mu różne zadania. Najpierw został opiekunem Bractwa Różańcowego, do którego obowiązków należało głoszenie nauk w niedziele i święta oraz przyjmowanie pielgrzymów. Następnie powierzono mu funkcję mistrza nowicjatu, a od 1827 r. został ekonomem klasztoru.

Pierwszy wśród równych

W 1839 r. ks. Wawrzyniec Kuśniak został wybrany przez pozostałych księży, w większości pochodzenia szlacheckiego, na przełożonego wspólnoty. Na wielkość i siłę jego osobowości wskazuje fakt, że pomimo dysonansu społecznego, doskonale radził sobie z rządzeniem tą republiką szlachecką, jaką stanowiła wtedy Kongregacja Oratorium. Nigdy nie posiadał z powodu swego pochodzenia kompleksu: chętnie wspominał o ubogiej rodzinie swej, że za młodu na podłej był służbie. O tym, jak roztropnie pełnił funkcję Proboszcza, jak ją nazywano, świadczy fakt, że na urzędzie przełożonego pozostał przez 9 kadencji, czyli 27 lat, aż do śmierci. Wielokrotnie proszono go po wyborze, aby tę funkcję przyjął ponownie.

Na życie Wspólnoty wywierał wpływ nie tyle słowem, co przykładem. Jego arystokracja ducha, często przerastała arystokratyczne pochodzenie rodowe innych w klasztorze. Cel jakiemu podporządkował swój styl rządzenia, który w Kongregacji Oratorium nie opiera się na bezdyskusyjnych poleceniach, lecz na uszanowaniu wolności drugiego, był zawsze jeden: zachowanie zgody i jedności.

Cechą wiodącą jego osobowości była niewątpliwie, według świadectwa jemu współczesnych, niezachwiana wiara w ludzką dobroć. Sam wielokrotnie z powodu tej wiary doświadczał rozczarowania, ale wszystko znosił, byle miłości nie psuć, a wierzył wszystkiemu z prostotą dziecka. Czy była to oznaka słabości? A może tylko ludzie sami doświadczający Dobra i realizujący je w swoim życiu, są w stanie uwierzyć w dobre intencje innych? Wawrzyniec Kuśniak zrozumiał prawidło zdrowego rozwoju osobowości wytyczone przez założyciela Kongregacji Oratorium - ks. Filipa Neri z Rzymu, aby do dobrego życia pociągała nie tyle bojaźń, czy lęk, co miłość. Do argumentu siły uciekają się najczęściej ludzie słabi, na słabość zaś, mogą pozwolić sobie tylko ludzie naprawdę mocni.

Z ubogimi

Jako przełożony, ks. Kuśniak miał możliwość korzystania z majątku kongregacyjnego dla czynienia miłosierdzia wobec potrzebujących, których w XIX-wiecznym Gostyniu, nie brakowało. Do stałej praktyki klasztoru należał coroczny Boży obiad, który odbywał się w Wielki Czwartek. O rozmachu tego przedsięwzięcia świadczą same liczby: rozdawaniem obiadu, który gotowano 3 dni, zajmowało się 37 osób; 750 osób otrzymało jeszcze dodatkowo zapomogę pieniężną o łącznej wartości 25 talarów. Dla 12 najstarszych spośród ubogich przygotowany był specjalny obiad, przy którym według specjalnego rytuału, usługiwał sam ksiądz proboszcz.

Szacunek, jaki ma proboszcz Świętej Góry dla ubogich, jest charakterystycznym rysem jego duchowości i osobowości. Cierpliwie wysłuchiwał wszelkich bied ludzkich i skutecznie przychodził im z pomocą. Raz zapomniawszy o danej obietnicy pomocy pewnej kobiecie, gdy ta musiała na niego dłużej czekać przy furcie klasztornej, po wspomożeniu jej w podwójny sposób, na kolanach prosił ją o wybaczenie. Takim postępowaniem zdobywał sobie niesamowity szacunek wśród ludzi. Źródło takiej postawy ks. Kuśniaka wobec ubogich, tkwiło w jego przekonaniu, że wszystko, co sam posiada jest darem. Zawsze miał przy sobie pieniądze, aby nigdy nie wymówić się od udzielenia jałmużny, nawet jeśli wiedział, że osoby proszące, nie zasługują na nią. Na co dzień uprzejmy, życzliwy, ujmował zwykłą ludzką dobrocią.

Jego styl bycia - to czynienie dobra, zanim zostanie o nie poproszony. Był przy tym zawsze dyskretny i delikatny. W swoim testamencie z 24 lutego 1866 r. zapisał: pieniądze, które oddadzą dłużnicy, mają być rozdane między ubogich, jeśli nie oddadzą, darować.

W codzienności

Dni powszednie Sługi Bożego wyznaczała wierność równomiernie rozłożonym obowiązkom, które służyły rozwojowi duchowemu, trosce o upiększenie Bazyliki oraz materialny wzrost dóbr klasztornych. Dzień zaczynał ok. 3 nad ranem. Przed śniadaniem, a już po porannym rozmyślaniu i modlitwach, towarzyszyli mu bracia, których miał zwyczaj częstować tabaką, którą sam przestał zażywać rok przed śmiercią, ale nigdy nie przestał jej nosić przy sobie i uraczać innych. Godziny poranne ks. Kuśniak spędzał zawsze w kościele na modlitwie i słuchaniu spowiedzi, aż do obiadu. Tej czynności kapłańskiej był szczególnie oddany, w czym mógł przewyższyć, (jak zauważył Ks. abp Antoni Baraniak podczas przemówienia na I-szej Sesji Trybunału Procesu Informacyjnego Sługi Bożego), mając na uwadze ilość pielgrzymów nawiedzających Świętą Górę, słynnego Proboszcza z Ars - Jana Viane'a. Już jako młody kapłan gromadził przy konfesjonale więcej penitentów niż inni, znani z wielkiej pobożności filipini. Domyślamy się, że przyczyną tego była wielka łaskawość X. Kuśniaka na grzeszniki, która zaufaniem i dobrą otuchą napełniła penitentów. (...) Ks. Kuśniak miał dar dobroci i łagodności; czuć było w jego duszy ostry na siebie samego żywot, ale gdy usta otworzył, słowa jego były słodkie, w oczach jaśniała uprzejmość, zgoła owiał przystępującego do siebie tchnieniem swojej miłości.

Poza klasztor Proboszcza wyciągały tylko ważne sprawy kongregacyjne lub posługa kapłańska, o czym wspomina w swoim Dzienniku bł. Edmund Bojanowski, który bywał po nabożeństwach w kościele, także na kawie w klasztorze.

Po obiedzie ks. Wawrzyniec często, dla wytchnienia chodził do stajni. Konie były jego pasją. Przy nich wypoczywał. Nigdy jednak nie pozwolił sobie na ekskluzywną powózkę lub rasowe konie. Dzień kończył także na modlitwie i chodził spać najpóźniej ze wszystkich, około godz. 23:00.

W działaniu

Portret, jaki nam się wyłania ks. Kuśniaka, objawia nam jego styl życia, jako uporządkowany i wymagający, ale może też trochę statyczny. Tymczasem jest to człowiek czynu, którego porządek wewnętrzny przekłada się na działalność zewnętrzną. Doświadczenie, jakiego nabrał będąc ekonomem w Mchach, przydało mu się w klasztorze. Jego dewiza życia brzmiała: Tak żyjmy, jakbyśmy jutro umierać mieli, a tak pracujmy, jakbyśmy na wieki żyli.

Już zaraz po święceniach był traktowany, jako ekspert w sprawach gospodarczych. Zasada, którą się kierował, przyniosła efekt, na który nie trzeba było długo czekać. Jako przełożony zatroszczył się o prawne uporządkowanie granic gruntów klasztornych w Bodzewie, Drzęczewie i Błażejewie. Za jego rządów obniżono i wyrównano wzniesienie prowadzące do kościoła z głównego traktu, gdzie zdarzały się niebezpieczne wypadki. Wyczuwając koniunkturę na tworzącym się w XIX w. rynku włókienniczym, wprowadził w gospodarstwie klasztornym hodowlę owiec hiszpańskich (merino-prekos), w gospodarce rolnej likwidował nieużytki. W trzech folwarkach klasztornych zostały wybudowane mieszkania dla ekonomów, a prawie wszystkie domy zostały pokryte dachówką.

Ks. Kuśniak troszczył się także o moralność ludzi, którym przewodził jako duszpasterz, dlatego doprowadził do zamknięcia gorzelni w Błażejewie. Nieświadomość spowodowana alkoholem zawsze jest niebezpieczna, lecz szczególnie była groźna w czasie niewoli narodowej.

Ks. Wawrzyniec był dobrym menadżerem. Ale jeden przyświecał mu cel: Sanktuarium, aby było piękne. Tym bardziej, że Bazylika potrzebowała poważnego remontu: dachu nad zakrystią i bocznymi kaplicami, naprawienia kopuły. Przyozdobienia oczekiwało także wnętrze kościoła świętogórskiego. W latach 1864-67 niemieccy artyści Juliusz Frank i Mikołaj Baur wypełnili prezbiterium freskami, które radowały ks. Kuśniaka już na koniec życia.

Sługa Boży czynnie popierał także różne stowarzyszenia powstałe dla szerzenia kultury rolniczej i społecznej na ziemi gostyńskiej. Pokaźnie wspierał dzieło budowy Instytutu, prowadzone przez E. Bojanowskiego, który pomoc jaką otrzymał od proboszcza Świętej Góry, tak relacjonuje: Jakież było moje uszczęśliwienie, gdym przeliczył samymi papierami kasowymi 400 tal.!!! Podziękowałem nasamprzód Bogu, a potem i kochanego oddawcę uściskałem serdecznie. "Królewską" zapomogą pieniężną i drewnem z lasu obdarowała Kongregacja świętogórska, pod przewodem ks. Kuśniaka także dwa inne klasztory: Jezuitów w Śremie i Reformatów w Goruszkach.

Śmierć, która niczego nie kończy

21 stycznia 1866 r. proboszcz Świętej Góry obchodził Jubileusz 50 - lecia kapłaństwa. Obchody uroczystości były utrzymywane przed dostojnym Jubilatem w tajemnicy: Wszyscyśmy się na ten dzień cieszyli, jakby dzieci na złote gody starego rodzica; miasto i okolica się gotowała; liczni znajomi i przyjaciele z bliska i z daleka przysyłali posłańce aby o dniu uroczystym się dowiedzieć - a jubilat kochany w prostocie i pokorze serca, niczego się zgoła nie spodziewał. Wśród przybyłych gości znaleźli się dostojni przedstawiciele duchowieństwa z Ks. Biskupem Stefanowiczem na czele, emerytowany generał Chłapowski z Turwi oraz arystokracja. W darze od Kongregacji Jubilat otrzymał piękny krzyż ze słoniowej kości, sprowadzony z Monachium.

Jednak już od jakiegoś czasu ks. Wawrzyniec źle się czuł i przeczuwał swoją bliską śmierć. Mawiał co raz częściej: już czas na mnie, już koniec idzie. Obchody jubileuszowe nie przebiegały więc w nienaruszonej radości: Pamiętamy, kiedy nam kładł stare ręce swoje na głowy, jak rzucił raz po raz oczami na kościół, a w tych oczach widać było płaczliwe żegnanie się z świątynią, której tyle lat swego życia przeżył, z synami swymi, których całą duszą kochał, i z tłumem ludu pobożnego, który go czcił i wielbił więcej jak ojca, śmiemy powiedzieć, jak świętego.

Ks. Wawrzyniec Kuśniak umarł rankiem 15 marca 1866 r. Został pochowany w podziemiach Bazyliki, gdzie do dzisiaj spoczywa w specjalnie mu poświęconej krypcie. Życie ks. Wawrzyńca Kuśniaka pokazuje w dzisiejszych czasach, że jest możliwe pogodzenie głębokiej duchowości i praktyczności w działaniu. A nawet więcej: pokazuje, że głębia ducha jest praktyczna. Ks. Kuśniak prowadząc bardzo intensywne życie wewnętrzne, jak każdy mistyk, bardzo realnie patrzył na świat. Ukazuje przez to, że żyć wartościami nie oznacza nieporadności życiowej, a religijny - nie znaczy niedołężny. Także dzisiaj pokazuje ludziom, że prawdziwy sukces to potrójna synteza:

- głębokiego życia wewnętrznego, które przede wszystkim uczy wymagać od siebie;

- ludzkiej dobroci, która wierzy w dobre intencje innych;

- własnej pracowitości.

Niech ten portret pobieżny proboszcza ze Świętej Góry dopełni świadectwo zasługujące na szczególną uwagę. Postawa Wawrzyńca Kuśniaka wzbudzała szacunek, nie tylko wśród ubogich, ale całej lokalnej społeczności. Po jego śmierci korespondent Ostdeutsche Zeintung napisał: Ks. Kuśniak, co miał rozdał na ubogie, a jeśli nie mógł ze swego, dawał z kasy Zgromadzenia, bo nikogo nie oddalał, każdemu chcąc pomóc. Sam żył w ukryciu, a można go było tylko wtenczas widzieć, gdy pomocy od niego żądano. Pozostało po nim trochę przyodziewku, który kazał rozdać ubogim. Pochowany był w cichości, tak jak żył, bez mowy i wszelkiej okazałości, ale zgromadzony tłum ludzi z wszystkich stanów, narodowości i wyznań, dał świadectwo czci, którą nieboszczyk był otoczony za życia.

Smutek spowodowany śmiercią ks. Kuśniaka był jednak specyficzny, jakby przeczuwano, że ta historia życia nie kończy się wraz ze śmiercią. Smutek był głęboki, ale taiło się w nim uczucie świętego wesela, a każdy z nas czuł się duchem jego owiany więcej jak za życia. Ta powszechność smutku po odejściu dobrego człowieka z jednoczesnym doświadczeniem inspirującej do działania mocy dobra, wskazuje na potrzebę ludzi, którzy są świadkami wartości uniwersalnych.

Z tego powodu 16 sierpnia 1968 r. Ks. Arcybiskup Antoni Baraniak - Metropolita poznański, rozpoczął Proces Informacyjny w sprawie beatyfikacji ks. Wawrzyńca Kuśniaka z Kongregacji Oratorium św. Filipa Neri w Gostyniu. Na początku I uroczystej Sesji Arcybiskup nadał świątobliwemu kapłanowi, stosownie do praktyki Kościoła, tytuł Sługi Bożego. Powołano także Trybunał do procesu informacyjnego, który miał wnikliwie przebadać życie i pisma ks. Kuśniaka.

Ważnym wydarzeniem była także rekognicja zwłok Sługi Bożego, mająca na celu potwierdzenie ich autentyczności. Dokonali jej 21 kwietnia 1971 r. prof. Michał Ćwirko-Godycki i dr Jan Strzałko z Instytutu Antropologii Uniwersytetu im. A. Mickiewicza w Poznaniu wraz z członkami Trybunału kościelnego. Komisja dokonała identyfikacji oraz potwierdziła wyjątkowo dobry stan zachowania zwłok, tłumacząc to korzystnym ich umiejscowieniem w podziemiach, stwarzającym warunki dla naturalnej mumifikacji.

Ks. Wawrzyniec Kuśniak był pierwszym polskim filipinem, któremu Kościół przyznał tytuł Sługi Bożego. Odnowienie pamięci o Słudze Bożym ze Świętej Góry gostyńskiej, może pomóc nam dzisiaj, żyjącym często w tak nieludzkim świecie, uwierzyć w przemieniającą świat siłę dobra.